![]() |
||
![]() |
||
|
Link 20.01.2007 :: 22:23 Komentuj (0)
Jogger zdobyty!
Ogłoszenie parafialne: Nastąpiła przeprowadzka bloga. Kolejne notki pojawiać się będą pod adresem http://sad.jogger.pl. Gorąco zapraszam! PS. Poprawcie proszę linki na swoich stronach. © Sad Mephisto, w kategorii Główna Link 16.01.2007 :: 19:24 Komentuj (3)
Z cyklu: Brytyjska ekspresja w znakach i symbolach
Pisałem już o tym, że Brytyjczycy mają pewnego rodzaju problemy z wyczuciem, jeśli chodzi o połączenie dość delikatnych spraw i tabliczek informacyjnych. Przykładem może być pewna sala tortur na zamku w Warwick, która nie nadaje się dla posiadaczy wózków inwalidzkich. Pokazywałem też, jakie podejście Brytyjczycy mają do rezerwacji miejsc parkingowych - tym razem był to Oxford. Ale nawet tutaj, w Coventry, odkryłem co to znaczy pomysłowość Anglików: ![]() W Polsce, jeśli chcą się pozbyć znaku "Stop", to sadzają przed nim drzewko i po kilku latach mają ze znakiem święty spokój. Fajnie, że Brytyjczyków stać na większą finezję. Jak doczepiają jedne znaki do drugich, to przynajmniej robi się wesoło. Szczerze mówiąc ja bym wybrał inny znak: zakaz zatrzymywania się. Byłoby jeszcze weselej i jeszcze bardziej po brytyjsku. A i kolorki by bardziej pasowały. © Sad Mephisto, w kategorii Zabawne Link 14.01.2007 :: 21:04 Komentuj (3)
iSzaleństwo - wszyscy piszą, to ja też muszę.
Nie wiesz co to iPhone? W jakim świecie Ty żyjesz? Postaraj się chociaż nadrobić zaległości... Gdy tylko usłyszałem o iPhone, zareagowałem jak typowy geek i w mojej głowie uformowało się tylko jedno zdanie "Muszę go mieć!". Ale tak się zawsze dzieje, więc tradycyjnie postanowiłem poczekać i ochłonąć. Pooglądałem sobie filmiki (polecam zwłaszcza ten i ten) i postanowiłem odpowiedzieć sobie na pytanie "czy chcę iPhone'a?" Wygląda na to, że czeka mnie konfrontacja kilku urządzeń, które stały się moimi nieodłącznymi akcesoriami. Do walki stają: komórka, odtwarzacz mp3 (typu pendrive) i PDA. No to startujemy. 1. iPhone jako komórka Bez telefonu nie wychodzę z domu. Ponieważ przed wyjściem uzbrajam się w całą stertę elektronicznych gadżetów, to wymienienie tego wszystkiego na jedną bardziej "ceglastą" zabawkę. iPhone jest trochę większy od komórki, a mniejszy od PDA, więc plus za kształt. Dodatkowy plus należy się za przemyślany design - o ile iPhone nie posiada zbyt wielu przycisków, to są one szalenie funkcjonalne. Brawa za dedykowany przycisk służący do wyciszania telefonu. Z tego, co widziałem na filmikach, interfejs telefonu jest bardzo wygodny, lecz z doświadczenia wiem, że ma szansę się nie sprawdzić. Bardzo często piszę SMSy "w biegu" i w tym przypadku nikt mi nie wmówi, że ekranowa klawiatura QWERTY jest lepsza od klawiszy numerycznych + T9. Bez T9 można nawet pisać SMSy trzymając komórkę w kieszeni. Mam nadzieję, że pomijając klawiaturę QWERTY, można używać iPhone'a jedną ręką - jeśli nie, to urządzenie nadaje się do kosza. Co do reszty ergonomii, to ufam designerom Apple'a i wierzę, że żadnej istotnej funkcji nie będzie brakowało. 2. iPhone jako iPod ;) Bardzo często zabieram ze sobą "empetrójkę", ponieważ lubię sobie posłuchać muzyki w trakcie przemieszczania się z miejsca na miejsce. Duży plus (i jednocześnie mały minus) za to, że urządzenie ma gniazdko typu mini-jack. Plus dlatego, bo mogę sobie podłączyć wygodne słuchawki, minus dlatego, ponieważ nie podłączę zestawu słuchawkowego - a w końcu iPhone to też telefon... Po raz kolejny muszę zaufać doświadczeniu twórców i uwierzyć, że interfejs mnie nie zawiedzie. Choć z drugiej strony mam pewnego rodzaju obawy, ponieważ na filmikach wszystkie albumy były ładnie posortowane, wszystko było w śliczniutkim porządeczku. A moja kolekcja muzyki wcale tak różowo nie wygląda. Pamięć 4-8GB uznaję za wystarczającą: całej muzyki w trakcie jednej "sesji" nie zdążę przesłuchać tak czy siak, więc równie dobrze mógłby tam być tylko 1 gigabajt. Ale od przybytku głowa nie boli ;) Spory minus za brak wtyczki USB. Pendrive to pendrive, wsadzam i mam dysk. Nie trzeba żadnych kabelków nosić. Wysuwana wtyczka w iPhone - to byłoby coś! Mam też nadzieję, że obejdzie się bez dodatkowego oprogramowania. 3. iPhone jako PDA No coż, musimy sprawę postawić jasno. iPhone wygląda jak PDA, zalicza się do kategorii smartphone'ów, ale niestety nie jest ani jednym, ani drugim. Owszem, można podłączyć go do Internetu, nawet przez WiFi. Możliwość przeglądania stronek internetowych na urządzaniach tego kalibru to droga przez mękę. Czyli używane będzie to tylko przez szpanerów bądź desperatów. A co z resztą funkcjonalności? Organizer się pewnie jakiś znajdzie, to dobrze. Ale na edycję plików Office'a to już bym nie liczył. Parę razy rzeczywiście mój PDA mnie uratował, bo musiałem szybko jakiś arkusz kalkulacyjny spreparować "na kolanie". W takiej sytuacji mógłbym użyć iPhone'a wyłącznie do przybijania gwoździ. A co z GPS? Nie ma i nie będzie. Szkoda. No, może przez bluetooth... kiedyś... a szczerze mówiąc nawet nie zwróciłem uwagi, czy iPhone obsługuje sinego ząbka... Podsumowując, mimo wszystkich wad iPhone'a (które starałem się tu przytoczyć, o zaletach mówił Steve Jobs w jednym z filmików) Czy chcę odkładać 500 dolarów na urządzenie, które pojawi się w Europie pod koniec roku? Myślę, że niekoniecznie. Ale jeśli w paczce chipsów znajdę kupon konkursowy i nagrodą będzie właśnie iPhone, to go wyślę. Chciałbym mieć iPhone'a, ale nie straciłem dla niego głowy. Ot, taka "szorstka męska przyjaźń". © Sad Mephisto, w kategorii Komputery Link 10.01.2007 :: 17:55 Komentuj (4)
Kevin Mitnick to cienias.
No dobra, przegiąłem. Gościu ma rację. We wszystkich systemach komputerowych, które mają służyć człowiekowi najsłabszym ogniwem zawsze pozostaje człowiek. Dzisiejsza historia tylko to potwierdza. Na początek muszę kilka rzeczy wyjaśnić. Wszystko zaczęło się w grudniu, kiedy to na zajęciach z angielskiego (tak! uczę się angielskiego w Wielkiej Brytanii!) dostaliśmy zadanie domowe na święta - wypracowanie... W tej chwili obraz zaczyna falować i robi się czarno-biały... Dostaliśmy temat pracy i informację o tym, jak ją mamy dostarczyć. Oczywiście w tym kraju nie można tego "po prostu" oddać na zajęciach, trzeba wypełnić specjalny formularz, podpisać oświadczenie, że jest się autorem tej pracy, całość z uśmiechem na ustach wręczyć w recepcji jednego z budynków wydziału... W instrukcji było też napisane, że prace są sprawdzane jako anonimowe i należy je podpisać wyłącznie numerem ID studenta. Oczywiście przez święta człowiek zapomina o takich drobiazgach i na stronie tytułowej pisze dużymi literami jak się nazywa, wrzuca na drukarkę, pakuje do walizki i zapomina. Obraz bardzo delikatnie zaczyna nabierać kolorów... W takich oto okolicznościach nadszedł poniedziałek 8. stycznia 2007 roku, kiedy to w owej recepcji z przepisowym uśmiechem na ustach wręczyłem moją pracę pani recepcjonistce. Następnego dnia przypomniałem sobie o restrykcjach dotyczących anonimowości i konsekwencjach z tym związanych. A były dość surowe. Dziś rano wydrukowałem moją pracę jeszcze raz, tym razem zamieniając moje dane osobowe na kompletnie anonimowy numer, dzięki któremu Coventry University [Offtopic: w tym miejscu pozdrawiam developerów Firefoksa 2.0, odpowiedzialnych za moduł sprawdzania pisowni, w propozycjach korekty słowa "university" są "niepiersiasty" i "butersznity" - czyli po śląsku kromki chleba z masłem. Brawo!] jest w stanie mnie zidentyfikować. Poszedłem do pani w recepcji (również przepisowo uśmiechniętej) i powiedziałem jej, że zrobiłem głupstwo i chciałbym jakoś podmienić pracę. "OK, What is your name?" - usłyszałem. Przedstawiłem się ładnie (jeszcze się zapytałem grzecznie, czy pokazać moją kartę ID studenta, ale pani odmówiła mówiąc, że to nie ma sensu) i po 30 sekundach miałem moją pracę w ręku. W tej chwili obraz już jest w pełni kolorowy i całkowicie ostry. A co ma do tego Kevin? W sumie niewiele, z tym, że jego metody działania były podobne. W każdym razie, podmieniłem pracę, do której praktycznie nie miałem prawa dostępu. To raz. Po drugie, prosiłem praktycznie o drobiazg, bo chodziło o zmianę metadanych, a nie pracy prawdziwej. Oczywiście nikt mnie nie skontrolował, czy przypadkiem nie zamieniłem zawartości wypracowania. Po trzecie - czyją pracę tak naprawdę podmieniłem? Swoją? Kto tak naprawdę wie jakie podałem imię i nazwisko? Swoje? A może kolegi? Nawet chciałem, żeby to zweryfikowali. I nic. Wam powiem, że to rzeczywiście była moja praca. Trochę za bardzo uczciwy jestem, ale faktycznie, mogłem się trochę pobawić czyimś kosztem. Ryzyko wpadki? No cóż, zawsze istnieje - ale gdy widzę słodką blondynkę w okienku recepcji, to nie wiedzieć czemu jakoś się tym nie przejmuję. Zwłaszcza, że żyję w kraju, który traci 1.72 miliarda funtów rocznie (2006, materiał archiwalny) z powodu kradzieży tożsamości. Ludzie! Myślcie trochę! © Sad Mephisto, w kategorii Rzeczywistość Link 04.01.2007 :: 08:29 Komentuj (1)
Voyage, voyage!
No i znów nadszedł czas podróży. Znów jadę do UK. Tym razem "wracam" :] Dzisiejszy podkład muzyczny to Wolfsheim - "Sparrows and Nightingales". Ciekawa propozycja dla tych, którzy wyruszają w drogę. Gdy 20 września pisałem "Z wyruszaniem w nieznane tak już jest. Nerwy, niepokój i beznadziejne uspokajanie się, że nie ma się co denerwować, bo przecież wszystko jest już poukładane." - i rzeczywiście, tak źle nie było. Tylko czemu nerwy towarzyszą mi teraz? Nie jadę w nieznane. Wiem, gdzie mieszkam, znam moją uczelnię. Więc co się dzieje? Czyżby reisefieber? Cały spakowany... i znów się martwię o ładowarkę do komórki, a nie o skarpetki... Ale te drugie też zabrałem, więc z pewnością zapomniałem o czymś zupełnie innym ;) Dokumenty? Są. Bilet? Jest. Pieniądze? Klucze? LiveCD? Dobra, załóżmy, że zabrałem wszystko. Najwyżej będzie mi niewygodnie. Tak czy siak, jechać trzeba :) Znowu pozwolę Królowej na mnie zarobić, niech się cieszy. Może wreszcie będę miał czas na rozejrzenie się za jakąś bardziej porywającą robotą, wtedy jeszcze więcej będzie ode mnie wyrywała... No i pracę inżynierską muszę pisać. Było nie było, czas się już pomalutku kończy. Nie lubię słuchać piasku, który przesypuje się w klepsydrze. I nie ma, że "trzeba było w święta robić". Robiłem, ale co innego, też ważnego. Czas goni, trzeba się zbierać. I oczywiście pożegnam się z Wami w ten sam sposób, w jaki to zrobiłem przed poprzednim wyjazdem: Trzymajcie się wszyscy bardzo mocno, do zobaczenia w Sieci! © Sad Mephisto, w kategorii Ja Link 29.12.2006 :: 21:08 Komentuj (4)
2006,99999....
Końcówka grudnia jest zawsze taka sama. Nawet wiadomości są takie same - w telewizji i portalach internetowych znów pokazują kurki i zawory gazowe. I jakoś wszystkich nachodzi na podsumowanie roku 2006. Przypominamy sobie fakty z życia Chucka Norrisa, nucimy pod nosem piosenkę Loitumy, chwalimy Irasiady i obiecujemy, że niczego nie będzie. Serwisy internetowe uwielbiają takie podsumowania. Wytykają politykom błędy (niektórym słusznie), a wszystko utrzymują w tonie "a nie mówiliśmy?". I rzeczywiście, mówili wcześniej. Na szczęście wśród tego ogólnego bełkotu, statystyk i podsumowań znajdujemy też takie, które warto przeczytać. BBC zebrało 100 rzeczy, o których nie wiedzieliśmy w ubiegłym roku. Polecam lekturę. Oczywiście przełomowych rzeczy tam nie znajdziecie, ale rok temu na pewno nie wiedzieliście, że krowy mają regionalny akcent, czyli gwarę (45. pozycja na liście). Ponieważ to jest najprawdopodobniej moja ostatnia notka w roku 2006, czuję, że też powinienem coś podsumować. Przeglądając strony znalazłem też artykuł (przepraszam, ale linka mi niestety wcięło) o robieniu rocznych podsumowań i wyczytałem w nim, że warto sobie spisać listę rzeczy, z których możemy być dumni. Nie będę Was zanudzał szczegółami mojej listy, ale jak się domyślacie, był na niej mój wyjazd do Anglii i kilka innych rzeczy. Możliwe, że zaskoczę Was, ale tej liście było też założenie tego bloga. Niby nic wielkiego, w końcu to tylko kilka kliknięć myszą i pomysł na layout. A jednak nie. Uznałem to za osiągnięcie z dwóch powodów: po pierwsze, miałem pewnego rodzaju motywację do aktualizowania go - i rzeczywiście, w większych lub mniejszych odstępach czasowych pojawiały się nowe notki. A moją... hmmm... awersję do nieaktualizowania widać na mojej stronie domowej ;-) Drugim, ważniejszym (bo wynikającym z pierwszego), powodem jest fakt, że ten blog ma swoich czytelników. I jest Was dużo. Skoro to czytacie, to zapewne podoba Wam się to co robię i co opisuję - i nie ukrywam, cieszy mnie to. Dziękuję Wam bardzo za zainteresowanie i życzę zdrowego, budującego i udanego roku 2007. © Sad Mephisto, w kategorii Różne Link 24.12.2006 :: 11:02 Komentuj (4)
Masz już dość śpiewania "Cicha Noc"?
Znudziło Ci się śpiewanie "Cicha Noc"? "Stille Nacht" też masz już dosyć? "Silent Night" się przejadło? No to proszę bardzo, trenujemy klingoński: ram tam ram Dun Hoch jot Hoch wov Sos’a’Daq je puq’a’Daq roj ghaj ghu Dun ‘ej tam yIQong ‘ej roj jot yIghaj yIQong ‘ej roj jot yIghaj Dla maniaków Tolkiena jeszcze w języku Quenya: Uwo lire lòmë , aina lòmë Ilya na Uwo lire, ilya na calima Uhaira enta vendë nís ar nessa quen Aina nessa quen lisse ar maksa Ya arwa sere o Menel Ya arwa sere o Menel "Cichą Noc" w tych i innych (prawdziwych) językach znajdziecie tutaj. Tylko uważajcie, bo czeski jest naprawdę śmieszny. A od siebie, po polsku, to życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt spędzonych w miłej, świątecznej atmosferze! © Sad Mephisto, w kategorii Różne Link 15.12.2006 :: 10:57 Komentuj (3)
Jedźmy, nikt nie woła...
Za kilkadziesiąt minut ubieram plecak i wychodzę. Długa droga, bo ponad tysiąc mil. Zostawię pewien wyspiarski kraj i wrócę na kontynent. Do takiego kraju, gdzie kaczki chodzą parami. Nie, nie zostawiam UK na zawsze. W Polsce będę tylko przez święta - czyli na początku 2007 znów wyruszę odwiedzić Królową. W końcu trzeba skończyć tu studia i dostać brytyjski tytuł naukowy :) (Tak... wiem, że ta notka nie wnosi niczego nowego, ale z kronikarskiego poczucia obowiązku musiałem coś napisać...) © Sad Mephisto, w kategorii Ja Link 12.12.2006 :: 21:47 Komentuj (5)
Worek notek, kolejny.
Co to się ze mną dzieje... czasu nie mam na pisanie notek. Po prostu skandal. Tym bardziej muszę się prać po łapach, bo obiecałem poprawę. Zwłaszcza, że mnie już niektórzy naciskają i proszą o aktualizację... No dooooobra ;) O "dziwności" Brytyjczyków, czyli motyw przewodni moich notek od jakiś trzech miesięcy. Dziwne rzeczy się dzieją, ale chyba zaczynam się aklimatyzować i już mnie nie szokuje brytyjskość Brytyjczyków (i innych nacji, które okazują się równie brytyjskie...), przez co nie mam żadnych powodów do bardziej wnikliwej obserwacji. Auta jeżdżą po lewej, bo po prawej też się da, ale po co? Do dwóch kranów też się można przyzwyczaić. Nawet do tego, że na poczcie płaciłem za znaczki kartą kredytową i nie było to postrzegane jako coś dziwnego. A znaczki kupowałem na kartki świąteczne. Teraz się okaże kogo lubię, a kogo nie ;) O Świętach, bo w końcu zbliżają się nieubłaganie. W telewizji zapewne leci ta sama reklam Coli co każdego roku. Pewnie powinienem coś napisać o "świątecznym szale zakupów". Raczej nie napiszę, bo ciężko cokolwiek napisać o szale, który zaczął się już w połowie października (z drobną przerwą na Haloween), a manifestacją tego szału było zmienienie dekoracji na wystawach sklepowych. Na szczęście ludzie się tu nie wygłupiają i nie bawią się w śnieżynki i sztuczny śnieg. Jak prawdziwego nie ma, to sztucznego tym bardziej. Może to i dobrze, bo nie wygląda to głupio. No, pomijając oczywiście sanie Mikołaja i bandy reniferów, które jednak są obecne. Brytyjskie święta są chyba nieciekawe - bo furrorę robią tu święta... niemieckie. Deptak zapełnił się małymi drewnianymi chatkami, w których można kupić Stollen, Wurst, Kaese i Gluehwein. W sąsiednim Birmingham jest nawet świąteczny niemiecki targ - największy niemiecki świąteczny targ poza granicami Niemiec i Austrii. I w sumie nie dziwię się Anglikom, skoro u nich drugi dzień Świąt nazywa się Boxing Day... Teraz trochę komputerowo... ...a jednak. W najbliższych (bardzo bliskich) planach mam zakup nowego laptopa. Zastanawiam się tylko jak go nazwać - chodzi mi po głowie kilka pomysłów, ale jestem otwarty na propozycje. Daję Wam pełną swobodę zgłaszania propozycji (zgłaszajcie je w komentarzach, może być po kilka, kilkanaście na osobę). Jeśli mi się spodoba i jej użyję, to obiecuję jakąś nagrodę dla pomysłodawcy. Na razie moim faworytem jest Silvershadow, więc ten pomysł jest już zaklepany ;) A skoro zdradziłem plany na najbliższą przyszłość, to jeszcze zdradzę, że od 16go grudnia do 4 stycznia będę w Polsce. Trzeba sobie od UK trochę odpocząć ;) Dno worka. 1. Powinienem jeszcze napisać coś o edukacji w UK, ale myślę, że opinia musi mi się jeszcze skrystalizować i z pewnością poświęcę na to zagadnienie całą notkę, a nie tylko fragment "worka notek". 2. Pogoda. Mokro i wieje. 3. Praca. Trochę sobie popracowałem w ubiegłym tygodniu, więc po raz kolejny odbijam się od dna. Miłe uczucie. Będę już kończył, bo znów się rozpisałem. Jako postanowienie przednoworoczne obiecuję, że następną notkę wyprodukuję jeszcze przed świętami. Ach, to były czasy, kiedy się pisało jedną na dwa dni... ale też chyba trochę więcej się działo... © Sad Mephisto, w kategorii Różne Link 22.11.2006 :: 22:52 Komentuj (2)
Zagadka
Q: Why did the chicken cross the Moebius Strip? A: To get to the other... um... er... Znalezione tutaj. © Sad Mephisto, w kategorii Zabawne
Archiwum 2008 Kategorie Różne(16) Blogi, blogi... Znajomi: Linki Strona domowa Linkują mnie Varia
|
||
![]() |
||